„Sezon kończy się tablicą, nie kopertą”

Liga wzięła się z tego, że po kilku tygodniach kampanii ludzie zaczęli pytać, kto właściwie jest lepszy. Odpowiedziałem, że nikt, ale zgodziłem się na rozgrywki, byle spełniały jeden warunek: nie wolno zrobić z nich wyścigu. Dlatego sezon trwa osiem tygodni i ma te same zasady dla starych i młodych, a ranga gildyjna rośnie niezależnie od wyniku w tabeli. Można więc zająć ostatnie miejsce i zostać mistrzem gildii, i to się już zdarzyło.
W lidze grają drużyny po czworo, losowane tak, by w każdej był przynajmniej jeden czeladnik albo mistrz i przynajmniej jedna osoba w pierwszym sezonie. Wiem, że to psuje szansę na idealne zespoły. Wolę jednak, żeby nowicjusz trafił do drużyny, która go uczy, niż do takiej, która ma go tylko wygrać.
Zwycięzcy nie dostają niczego, co da się schować do kieszeni. Ich nicki trafiają na tablicę sezonu wiszącą nad regałem, a zwycięska drużyna wybiera scenariusz na pierwszy wieczór nowego sezonu. To wszystko, i to całkiem sporo, bo o scenariuszu pierwszego wieczoru rozmawia się potem przez cały rok. Wiem, że to brzmi skromnie, ale po czterech sezonach nikt jeszcze nie poprosił o nic więcej.