Sobota, długi stół i sześć drużyn

W finale zagrał komplet sześciu drużyn, bo od ósmej kolejki nikt się nie wycofał. To rzadkość, ale tak wyszło: po drodze trzy osoby zachorowały, jedna wyjechała na dwa tygodnie, a mimo to zawsze ktoś zajął jej miejsce. Krzysiek ustawił stoły w podkowę, żeby każdy widział każdy ruch, a Ewa rozłożyła zeszyt rozstrzygnięć na osobnym stoliku. Dla wielu osób był to pierwszy raz, kiedy zobaczyły wszystkie drużyny w jednym miejscu.
Scenariusz finału trwał trzy godziny i polegał na obronie zbiorczej: wszystkie drużyny miały odeprzeć jedno natarcie, a o wyniku decydowało, kto komu pomógł. Pierwszy raz w historii ligi punkty zdobywało się za podanie komuś planu zamiast własnego ruchu. Rada obawiała się, że ludzie tego nie zrozumieją. Zrozumieli po dziesięciu minutach.